Seria trzynastu płócien Ćwiertniewicza namalowanych na przełomie 1986 i 1987 roku to zapis snu, który śnił artysta. Odszukane w pracowni twórcy dzieła są świadectwem przeżytych stanów mentalnych po rozstaniu z kochankiem. Jeden z obrazów wprost ze sztalugi w atelier malarza jeszcze „mokry” trafił do krakowskiego kolekcjonera. Osiem wybrał Jacek Kasjanowicz i zbudował wystawę w Galerii Olympia. Nokturny, w których przewija się motyw wody i kipieli, opowiadają historię symbolicznego mordu, wymierzonej kary za niewierność. I tu, jak w obrazach z cyklu Carlos głęboka czerń fragmentarycznie rozbłyska barwą wieloznacznej czerwieni. Na twarzach bohaterów obrazu z 1986 r. (akryl na płótnie, 130 x 120 cm) światło kładzie się jak w autoportrecie Rembrandta z 1628 r., ale też w autoportrecie datowanym na 1629 r. jego ucznia Isaaca de Jouderville’a[4]. Ręce wyłaniające się z wody lub w niej tonące potem w kolejnych obrazach Ćwiertniewicza zamienią się w kosmiczne drzewa.
Wkrótce minie rok od czasu, kiedy Wojciech Ćwiertniewicz w nowej galerii Cezarego Lisowskiego zaprezentował – odkryte na nowo przez prowadzącego tę warszawską placówkę zdefiniowaną jako platforma sztuki queer – swoje obrazy z lat 80. Tematem tych prac jest oparty na erotycznej fascynacji związek artysty z modelem o imieniu Carlos. Namiętna, intensywna i wielowarstwowa relacja młodych mężczyzn, która wydarzyła się w rzeczywistości, na płótnach Ćwiertniewicza rozgrywa się w pulsującym, witalnym i „gorącym” klimacie portugalskiej Madery. Fosforyzująca właściwość barw zastosowanych przez malarza wybija się z głębokiej czerni znaczącej intymność związku łączącą bohaterów. Karol Sienkiewicz nazwał kilka obrazów z tamtej wystawy nokturnami[1].
Wszystko ma swój kres. Również związek. W przypadku „bujnych traw” kończy się zazwyczaj cięciem. Afekt dawniej rozumiany potocznie jako uczucie sympatii czy miłości, w życiu zamienił się w afekt, który oznacza silne wzburzenie.[2] Nieistotne, co było przyczyną rozstania i po której stronie leży „wina”. Liczą się zranione uczucia. Zamęt. Zakłócenie porządku wywołuje silne napięcia psychiczne, których symptomy należy uleczyć. Dla Zygmunta Freuda sen jest spełnieniem życzenia[3].
Seria trzynastu płócien Ćwiertniewicza namalowanych na przełomie 1986 i 1987 roku to zapis snu, który śnił artysta. Odszukane w pracowni twórcy dzieła są świadectwem przeżytych stanów mentalnych po rozstaniu z kochankiem. Jeden z obrazów wprost ze sztalugi w atelier malarza jeszcze „mokry” trafił do krakowskiego kolekcjonera. Osiem wybrał Jacek Kasjanowicz i zbudował wystawę w Galerii Olympia. Nokturny, w których przewija się motyw wody i kipieli, opowiadają historię symbolicznego mordu, wymierzonej kary za niewierność. I tu, jak w obrazach z cyklu Carlos głęboka czerń fragmentarycznie rozbłyska barwą wieloznacznej czerwieni. Na twarzach bohaterów obrazu z 1986 r. (akryl na płótnie, 130 x 120 cm) światło kładzie się jak w autoportrecie Rembrandta z 1628 r., ale też w autoportrecie datowanym na 1629 r. jego ucznia Isaaca de Jouderville’a[4]. Ręce wyłaniające się z wody lub w niej tonące potem w kolejnych obrazach Ćwiertniewicza zamienią się w kosmiczne drzewa.
„Istotą sztuki jest sublimacja natury ludzkiej”[5], a partykularne doświadczenie artysty ma jednocześnie uniwersalne przesłanie. Któż z nas nie przeżył podobnego, niech pierwszy rzuci kamieniem.
[2] Oryginalną myśl autorki tekstu ChatGPT uznał jako cytat z Iwony Kuczyńskiej, psycholożki od emocji. Hm…
[3] Sigmund Freud, Objaśnianie marzeń sennych, s. 119, Wydawnictwo KR, Warszawa 2007.
[4] Niektórzy badacze przyznają autorstwo tego portretu właśnie uczniowi. Wcześniej obraz był przypisany Rembrandtowi. Shelley Rohde, Rembrandt. Lewe en Werk, Museumvereniging, Amsterdam 2006.
[5] Sublimacyjny charakter sztuki obecnie zdaje się być niezauważany przez krytykę. Alicja Żebrowska określiła znaczenie sztuki w kategorii sublimacji w przeprowadzonym z nią wywiadzie przez Jacka Kasprzyckiego: http://www.artluk.com/eart.php?id=161, data dostępu: 30.08.2024.